Środa, 04-11-2009
Obrońcy zwierząt przeciw oceanarium
2009-11-04
Zamknięte w zbyt małych akwariach, terroryzowane pukaniem w szybę i ciągłym błyskiem fleszy zwierzęta w oceanarium dostają szału. Waran zjada styropianowe skały, a rekiny głowami tłuką o szyby akwarium.
Wycieczka szkolna wpada do oceanarium, które od trzech tygodni zajmuje parter Muzeum Narodowego na Wałach Chrobrego. Wszędzie kolorowe, egzotyczne ryby, tropikalne rośliny, gady w terrariach. W ruch idą aparaty. Błyskają flesze. Dzieci biegają, krzyczą, pukają w szyby terariów i akwariów. Waran stepowy zaczyna w akcie paniki obgryzać otaczające go styropianowe skały. Ryby się miotają. - Poszłam do oceanarium z ciekawości - mówi Joanna Marek, która była na wystawie w zeszłym tygodniu. - I to, co zobaczyłam, przeraziło mnie. Mureny stłoczone w małym akwarium, gekony apatyczne a waran pustynny nadpobudliwy. Te zwierzaki zachowują się dziwnie. I do tego są stłoczone. Póki myślałam, że to wystawa objazdowa, tłumaczyłam sobie, że niedługo pójdą gdzieś, gdzie będzie im lepiej. Ale okazuje się, że one będą się tu męczyć przez trzy lata. Wystawą oburzone są też środowiska broniące praw zwierząt. - Organizatorzy twierdzą, że zapewnili zwierzętom naturalne warunki - mówi Łukasz Musiał, który walczy o prawa zwierząt. - Ale w naturalnym klimacie nikt nie błyska im co chwila fleszem aparatu i nie puka w szybę. To kolejna rozrywka kosztem żywych zwierząt. Tu przychodzą wycieczki szkolne, niby dla edukacji. Ale przy okazji maluchy oglądają egzotyczne zwierzęta w zamknięciu i uznają to za coś normalnego. I to wszystko organizuje instytucja państwowa. To skandal. Muzeum Narodowe, w którym od trzech tygodni odbywa się wystawa, umywa ręce. - To wystawa prywatna - mówi Lech Karwowski, dyrektor muzeum. - My tylko wynajęliśmy im salę na trzy lata. Nie wtrącamy się w obce ekspozycje. To wystawa oddzielnie biletowana i specjalistyczna. Nie mamy kompetencji, by ją kontrolować. A i w umowie nie ma takiego zapisu. Właścicielka zwierząt Jagoda Stępień z Krakowa twierdzi, że warunki, w których trzymane są zwierzęta, są dobre a na każdym akwarium jest tabliczka mówiąca o zakazie fotografowania. My nie znaleźliśmy ani jednej. - Jeszcze w niedzielę były - tłumaczy się Stępień. - Poza tym przez cały czas po sali chodzą trzy osoby, które upominają tych, którzy używają flesza. Zwierzę, któremu się błyska w oczy lampą, głupieje. Nigdy bym na to nie pozwoliła. A że ludzie pukają w szybę? To nie wzbudza w tych zwierzętach paniki, są oswojone. Okazuje się, że mimo obowiązku, właściciele wystawy nie zgłosili swojej ekspozycji powiatowemu lekarzowi weterynarii. A to właśnie w jego gestii leży sprawdzenie, czy zwierzęta żyją w dobrych warunkach. Nie ma jednoznacznych przepisów, które regulują np. wielkość klatek czy akwariów - mówi Anna Kiepas-Kokot, prezes szczecińskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. - Ale w ustawie o ochronie zwierząt jest jasno napisane, że zwierzaki nie mogą cierpieć. A cierpienie to nie tylko ból fizyczny. Jeżeli zwierzę się okalecza, samo zadaje sobie bój, to jest to cierpienie. Szkoda, że ludzie, którzy na tym zarabiają, nie zdają sobie z tego sprawy. Obrońcy zwierząt zapowiadają, ze sprawy nie zostawią. 15 listopada o godz. 14 przed gmachem muzeum odbędzie się połączony z happeningiem protest przeciwko oceanarium.
Źródło: 
(przeczytaj oryginalny artykuł)